Hmm... Ciasto było bardzo dobre, a te zdjęcia jakieś takie wieśniackie i w ogóle wygląda na jakieś staromodne te ciasto, jak z czasów PRLu ;)
Zastanawiałam się czy je tu wrzucać czy nie, ale było kurka dobre i pewnie jeszcze takie zrobię, więc muszę mieć przepis pod ręką, na blogu sie nie zgubi, na kartce prędzej. A jak znów zrobię, to podmienię fotki i może nikt nie zauważy :)
Składniki:
- szklanka mąki
- 13 dag margaryny (dałam masło, wyszło maślane, jeśli nie lubicie, możecie użyć masła i margaryny pół na pół)
- 1/2 szklanki cukru
- 3 jajka
- płaska łyżeczka proszku do pieczenia
- 3-4 łodygi rabarbaru (zależy jak gęsto ułożycie i jaką macie blachę)
- cukier puder do posypania
- bułka tarta i tłuszcz (użyłam masła) do wysmarowania formy
Rabarbar myjemy, obieramy i kroimy na małe kawałki.
Masło ucieramy z cukrem, dodajemy przesianą mąkę, proszek do pieczenia i jajka, dokładnie mieszamy.
Formę smarujemy tłuszczem i osypujemy bułką tartą.
Wykładamy na blachę ciasto i delikatnie rozprowadzamy (jest dosyć gęste, więc samo się nie rozleje), na wierzchu układamy rabarbar.
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180° C przez 50 min.
Po wyjęciu posypujemy cukrem pudrem.
Smacznego!
PS. To samo ciasto sprawdza się również przy innych owocach, np. jabłkach lub śliwkach.
28 czerwca 2012
27 czerwca 2012
26 czerwca 2012
Lody rabarbarowe
Czy Wam też opatrzyły się już te żółte talerzyki, żółte miseczki i żółte kubeczki? To skutek małej kuchni i ciągłego mówienia w sklepie: "ale fajne, ale i tak nie mamy gdzie postawić...". Dokładnie tak było dzisiaj. Ale ja jutro tam wrócę i kupię te ładne pucharki na lody, skoro już mam te swoje lody. Obawiam się tylko, że może się skończyć na: "taka miska na sałatki też by mi się przydała i od dawna już myślę o kokilkach, jak już tu jestem i jest taki wybór, to może jeszcze kupię ten tłuczek do mięsa...". Tak to już jest, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc teraz zajmijmy się jedzeniem, a dokładniej - lodami rabarbarowymi :)
PS. Nie wiem czemu ma służyć ta mięta koło lodów na zdjęciach, a już tym bardziej nie mam pojęcia, czemu myślałam, że będzie jakąś ozdobą :)
Przyłączam się do akcji lodowej tu i tu organizowanej przez kasandraa6 :)
Składniki:
- 500g rabarbaru, obranego i pokrojonego na małe kawałki
- 140g cukru pudru
- 250ml śmietany 30%
Pokrojony rabarbar wrzucamy do garnka, dodajemy cukier i mieszamy. Zostawiamy na małym ogniu pod przykryciem, mieszając co kilka minut przez 30 minut. W tym czasie gałązki zmiękną i większość płynu odparuje. Odstawiamy do ostygnięcia. Gdy rabarbar się ochłodzi, miksujemy go i wstawiamy do lodówki, przynajmniej na godzinę.
Śmietanę kremówkę lekko ubijamy (nie jest to konieczne), a następnie mieszamy ze schłodzoną masą rabarbarową.
Teraz jeśli macie maszynkę do lodów, postępujcie wg instrukcji producenta.
Ja nie mam, więc lody przełożyłam do pojemnika, który zmieścił się w zamrażarce i w którym mogłam miksować.
Wstawiamy lody do zamrażarki i co godzinę, przemieszujemy (co za słowo, chyba je właśnie wymyśliłam, hehe :P) mikserem, do momentu, w którym nie będzie to już możliwe.
Lody przed podaniem najlepiej wyciągnąć kilka minut wcześniej z zamrażarki.
Smacznego!
PS. Nie wiem czemu ma służyć ta mięta koło lodów na zdjęciach, a już tym bardziej nie mam pojęcia, czemu myślałam, że będzie jakąś ozdobą :)
Przyłączam się do akcji lodowej tu i tu organizowanej przez kasandraa6 :)
Składniki:
- 500g rabarbaru, obranego i pokrojonego na małe kawałki
- 140g cukru pudru
- 250ml śmietany 30%
Pokrojony rabarbar wrzucamy do garnka, dodajemy cukier i mieszamy. Zostawiamy na małym ogniu pod przykryciem, mieszając co kilka minut przez 30 minut. W tym czasie gałązki zmiękną i większość płynu odparuje. Odstawiamy do ostygnięcia. Gdy rabarbar się ochłodzi, miksujemy go i wstawiamy do lodówki, przynajmniej na godzinę.
Śmietanę kremówkę lekko ubijamy (nie jest to konieczne), a następnie mieszamy ze schłodzoną masą rabarbarową.
Teraz jeśli macie maszynkę do lodów, postępujcie wg instrukcji producenta.
Ja nie mam, więc lody przełożyłam do pojemnika, który zmieścił się w zamrażarce i w którym mogłam miksować.
Wstawiamy lody do zamrażarki i co godzinę, przemieszujemy (co za słowo, chyba je właśnie wymyśliłam, hehe :P) mikserem, do momentu, w którym nie będzie to już możliwe.
Lody przed podaniem najlepiej wyciągnąć kilka minut wcześniej z zamrażarki.
Smacznego!
Bruschetta - na łatwiznę...
Nie wiem dla czego, zawsze uważałam, że trudno jest zrobić dobrą bruschettę... Dzień wcześniej jadłam tzw. gotowca. Pomyślałam sobie, że spróbuję zrobić taką sama, tym bardziej że złapał mnie mały głód (jak w reklamie), a w kuchni grzecznie na swoja kolej czekała bagietka.
Rezultaty przeszły moje najśmielsze oczekiwania :) Wiem, że to nie ładnie tak swoje chwalić, ale właściwie to nie ja wymyśliłam bruschettę, tylko ją odtworzyłam w swojej kuchni (w dodatku nie za dokładnie, więc jest taka po mojemu) - ale ładnie się wytłumaczyłam, hehe :D
Koniec tego marudzenia, zapraszam do chrupania :)
Składniki:
- bagietka
- 3 ząbki czosnku
- 2 pomidory
- bazylia
- sól
- masło
Bagietkę pokroiłam w ukośne kromki, na każdej położyłam cienki plasterek masła i włożyłam do piecyka na jakieś 8 min (nie wiem ile brązowienie bagietek trwa w piekarniku, trzeba ich po prostu pilnować). W międzyczasie pokroiłam pomidory (powinny być poszatkowane na małe kawałki, ale ja jestem niecierpliwa i wyszły nieco większe), dodałam bazylię, sól i 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę - wymieszałam.
Po wyjęciu kromek z piecyka, każdą natarłam czosnkiem, na wierzch nałożyłam pomidory, a potem... zajadałam, aż się uszy trzęsły, hehe :)
Oto moja wersja bruschetty - może nie do końca zgodna z oryginałem, ale i tak pyszna.
Zachęcam do wypróbowania.
Smacznego!
Rezultaty przeszły moje najśmielsze oczekiwania :) Wiem, że to nie ładnie tak swoje chwalić, ale właściwie to nie ja wymyśliłam bruschettę, tylko ją odtworzyłam w swojej kuchni (w dodatku nie za dokładnie, więc jest taka po mojemu) - ale ładnie się wytłumaczyłam, hehe :D
Koniec tego marudzenia, zapraszam do chrupania :)
Składniki:
- bagietka
- 3 ząbki czosnku
- 2 pomidory
- bazylia
- sól
- masło
Bagietkę pokroiłam w ukośne kromki, na każdej położyłam cienki plasterek masła i włożyłam do piecyka na jakieś 8 min (nie wiem ile brązowienie bagietek trwa w piekarniku, trzeba ich po prostu pilnować). W międzyczasie pokroiłam pomidory (powinny być poszatkowane na małe kawałki, ale ja jestem niecierpliwa i wyszły nieco większe), dodałam bazylię, sól i 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę - wymieszałam.
Po wyjęciu kromek z piecyka, każdą natarłam czosnkiem, na wierzch nałożyłam pomidory, a potem... zajadałam, aż się uszy trzęsły, hehe :)
Oto moja wersja bruschetty - może nie do końca zgodna z oryginałem, ale i tak pyszna.
Zachęcam do wypróbowania.
Smacznego!
25 czerwca 2012
Nawiedzony kociak ;)
Jest bardzo sympatyczna. Ma dzikie spojrzenie. Nie ma jeszcze imienia, może jakieś propozycje? Każdy bidulkę woła inaczej :)
Dobranoc wszystkim!
Dobranoc wszystkim!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















