Anielska Kuchnia

Pages

24 września 2013

Roladki śledziowe

Dawno, dawno temu, miałam ja śledzie w lodówce.
- Co by tu z nich zrobić na obiad? - myślałam. Smażone, pieczone, w panierce czy bez... Wszystkie wersje już były... Zaskoczę ja mężczyznę mojego i zrobię... roladki :)
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Zaskoczenie było, a jak :)

Składniki:
- 4 filety śledziowe
- czerwona papryka
- cukinia
- cebula
- natka pietruszki
- sól, pieprz


Filety opłukałam, osuszyłam ręcznikiem papierowym, przyprawiłam solą i pieprzem, posypałam natką pietruszki. Paprykę, cukinię i cebulę pokroiłam w cienkie paseczki. Układałam na filetach w takiej ilości, aby całość dało się zwinąć. Niestety filet nie chciał się ładnie, samodzielnie trzymać i z braku wykałaczek musiałam go związać nitką. Było nieco komicznie. Rolady ułożyłam na plastrach cebuli, aby się nie przykleiły i nie rozpadły podczas wyjmowania. Warzywa, które się nie zmieściły do roladek, wylądowały obok nich w naczyniu do zapiekania, a potem na talerzu, na roladkach (jak niby jakiś dodatek, czy co :P). Piekłam w 180°C do czasu zrumienienia brzegów ryby. 

Porywacie się na roladki? W końcu do odważnych świat należy :)


Smacznego!





22 września 2013

Hello Fall!

Zmęczona latam, cieszę się z nadejścia jesieni. Mam nadzieję, że będzie to ta przysłowiowa "złota polska jesień", słoneczna, ciepła kolorystycznie, barwna. Za taką tęsknie.



W tej całej nadziei na piękną jesień, postanowiłam wyznaczyć sobie kilka celów, które chcę zrealizować przed nadejściem kalendarzowej zimy.
Cała filozofia polega na wyznaczeniu sobie osiągalnych celów, więc nie będzie tu o tym, że chcę przestać jeść majonez (na który mam ogromnego smaka jak tylko robi się zimniej), albo, że zacznę ćwiczyć, bo to chyba nie dla mnie, choć powinnam to robić dla własnego zdrowia.

1. Skoro nie majonez to słodycze. Nie wiem czy uda mi się z nich zrezygnować, w końcu czym byłby jesienny wieczór bez kubka gorącej czekolady i komedii romantycznej, ale postaram się jak najbardziej ograniczyć.

2. Jako, że jestem już swoją własną szefową, muszę nauczyć się organizacji, systematyczności i wytrwałości w dążeniu do celu, jeszcze nie zawsze wychodzi mi to tak, jak bym chciała. Ciągle poszukuję "złotego środka", może znacie jakiś sposób na dobrą organizację?

3. Będę bardziej rozwijać bloga i regularnie dodawać wpisy. Popracuję również nad stroną wizualną/graficzną. Z obecnej jestem średnio zadowolona.

4. Jeszcze bardziej zgłębię znajomość Photoshop'a. To efekt dzisiejszej zabawy, niby nic, a cieszy :)


Chciałabym osiągnąć kiedyś taki efekt



5. Będę robiła więcej rzeczy, które sprawiają mi radość, np. fotografowanie i projektowanie biżuterii.

Pięć celów na jesień wystarczy. Wszystko rozbija się o dobrą organizację, bo wraz z nią, będę miała czas na wszystko. Ostatniego dnia jesieni podsumuję moje osiągnięcia i zapewne przyjdzie czas na cele zimowe.




Na koniec kilka migawek z jeszcze letniego spaceru.
Życzę wam pięknej, słonecznej jesieni!




15 września 2013

Kiełki i kiełki...

Ostatnio, z niezrozumiałych mi przyczyn, mam wkręta na kiełki. Kiełki rzodkiewki, kiełki brokuła, kiełki fasoli mung... Chociaż, czy ja powinnam się tym martwić? Gorzej by było jak bym miała bzika na punkcie czipsów...

Dzisiaj wcinam kiełki rzodkiewki, są dużo ostrzejsze niż rzodkiewka. Jestem głodna, więc dzisiaj będzie krótko. Uciekam do moich kanapek.

Wam również życzę smacznej i zdrowej kolacji.




28 sierpnia 2013

Knedle ze śliwkami

Uwielbiam knedle. Aż się sobie sama dziwię, że dopiero teraz nauczyłam się je robić. Zawsze robiła je moja mama. W końcu, w czasie pobytu w rodzinnym domu, postanowiłam się nauczyć, no dobra, miałam na nie smaka, a mamie się nie chciało robić. Początki były trudne.

- Mamo, ile ziemniaków dla nas, żeby każdy się najadł?
- hmm, nie wiem, na oko, jak obierzesz, to Ci powiem czy dość.

Ok. To obierałam na oko, podkreślam OBIERAŁAM ZIEMNIAKI - wow! Bardzo miałam ochotę zjeść te knedle.

- Mamo, a ile mąki?
- No ja wsypuję na oko.

Moje oko pamięta ile to jest na oko, a moja ręka jaka ma być konsystencja, tylko jak ja to mam w przepisie opisać? Na oko, to by było tak, że jak by w misce podzielić ziemniaki przeciśnięte przez praskę na 4 części i jedną tą część odłożyć na bok, to tą 1/4 części wypełnia mąka. O, jak w kluskach śląskich.

Jak już mąka znalazła się w misce z ziemniakami, to było z górki. Wyrabianie, wałkowanie, wycinanie szklanką kółeczek i lepienie. Kółeczko, śliwka (właściwie to połówka, bo były bardzo duże), przykrywamy drugim kółeczkiem i zalepiamy. Za jednym zamachem opanowałam też technikę babci, czyli lepienie bez wycinania szklanką, dla mnie szybciej i łatwiej. Podobno da się też tak robić pierogi ;)

Składniki na 14 szt:
- ziemniaki w ilości na oko
- mąka pszenna też na oko, czyli wg opisu powyżej
- 7/14 pysznych śliwek (lub więcej, jeśli lubicie podjadać)
- cukier do posypania
- masło do polania

Jak zrobić już wiecie. Oto efekt końcowy. Pychotka. W piątek robię powtórkę :)

Smacznego!